Walka i grind
Trzy klasy o zupełnie innym rytmie: wojownik wchodzi w zwarcie, łucznik kituje, mag stoi i castuje. Każda ma własne umiejętności i własny sposób na trudnego moba.
Przeglądarkowe sandbox MMO
Sandboxowe MMO zrobione *na wyjebaniu*. Rób co chcesz, bądź kim chcesz, z kim chcesz i gdzie chcesz. *Zero P2W.* Zawieraj przyjaźnie, tłucz wrogów — w PvP i w PvE — łów ryby, zostań milionerem na rynku, flexuj tym, co zdobyłeś. *Zero presji.* Twoje własne tempo.
Bez pobierania. Bez konta. Otwierasz i grasz.
Nie ma tu głównego wątku, który ciągnie cię za rękaw, ani listy zadań do odhaczenia. Jest świat, jest sprzęt do zdobycia i są inni gracze. *Co z tym zrobisz, to twoja sprawa.*
Chcesz siedzieć godzinę nad wodą i łowić? Łów. Chcesz się bić z ludźmi? Arena stoi otworem. Chcesz nie tknąć miecza i *zbić fortunę na rynku*, kupując tanio od tych, którym się śpieszy? Też droga. Nikt cię nie rozlicza z tego, jak grasz.
*Zero P2W.* Nie ma sklepiku z mocą, skrzynek ani subskrypcji. Sprzęt zdobywa się z potworów albo kupuje od innych graczy — za złoto, które ktoś wcześniej wyrąbał własnymi rękami.
Wszystko działa *w przeglądarce*. Nie ma instalatora, launchera ani aktualizacji do pobrania. Cały świat jest zbudowany ręcznie z brył — żadnych kupionych modeli, żadnych gotowców.
Trzy klasy o zupełnie innym rytmie: wojownik wchodzi w zwarcie, łucznik kituje, mag stoi i castuje. Każda ma własne umiejętności i własny sposób na trudnego moba.
Od +1 do +9. Do +3 zawsze się udaje, potem robi się ciekawie: można stracić poziom, a od +7 cały przedmiot. Amulety zmieniają szanse — ale kosztują.
Klikasz w wodę i czekasz. Płotka, okoń, szczupak, łosoś, a raz na dwieście zarzuceń złoty karp — dobra wędka skraca to kilkakrotnie. Najspokojniejsza rzecz w całej grze.
Prawdziwa giełda: wystawiasz, przeglądasz oferty, porównujesz ceny za sztukę. Prowizja zjada złoto z obiegu, więc ekonomia się nie zapycha.
Załóż gildię, rozdaj rangi, gadaj na własnym kanale. Drużyna dzieli doświadczenie i widzi się nawzajem przez pół mapy.
Słabszego moba można oswoić i nazwać po swojemu. Do tego jedenaście wierzchowców — od upartego osiołka po smoka, który lata nad wodą.
Matka Pająków, Kamienny Ogr z Pala, Władca Otchłani, Strażnik Grobowca. Wyprawy dla całej drużyny, z licznikiem obrażeń i blokadą po ubiciu.
Prywatna instancja, do której teleportujesz się z każdego miejsca. Dziewiętnaście rodzajów mebli, sześćdziesiąt sztuk na dom i chwila spokoju od reszty serwera.
Siedem krain, każda z własną mapą. To nie są rysunki — to plan świata wyliczony z tych samych liczb, po których chodzi twoja postać.
Wyspa na bezkresnym oceanie. Gród z murami i areną, bory, dwie rzeki z mostami, klify od zachodu, plaże od południa i pomost wychodzący w morze. Tu się zaczyna.
Mroczna kraina za portalem. Jeziorka magmy, martwe skały, potwory kilka razy silniejsze niż cokolwiek na wyspie. Stąd pochodzi najlepszy sprzęt w grze.
Instancja rajdowa dla drużyny. Trzy fazy walki, przyzywane pomioty i blokada na dziesięć minut po ubiciu bossa.
Otwarta łąka tuż za wyspą. Kępy drzew stoją osobno, więc widać, co się zbliża — a zbliżają się watahy wilków, kozły i obozy bandytów, w których jeden trzyma kuszę.
Obozowisko na mokradłach, otoczone palisadą. Gobliny nie walczą pojedynczo — każde ognisko to grupa, a za palisadą czekają trolle i utopce.
Popielna równina bez horyzontu. Aleja obelisków prowadzi od portalu w głąb, do kręgu, w którym stoi Pan Popiołów. Najtrudniejsza otwarta kraina w grze.
Lodowa równina, na której wolno bić się z każdym. Wchodzisz tu świadomie: PvP działa na całej mapie, a jedynym spokojnym miejscem jest krąg ciszy przy wejściu.
Gra jest w budowie i zmienia się co kilka dni. Tu piszemy, co dokładnie się zmieniło.
To ta sama gra, co w przeglądarce — tyle że we własnym oknie, ze skrótem na pulpicie i bez paska adresu. Nic nie musisz instalować, żeby zagrać.
Wpisujesz nazwę, wybierasz klasę i jesteś w środku. Cała reszta to już twoja sprawa.
Zagraj teraz